„— Przecie przypuszczam, że i tak musi przyjechać, bo zechce poukładać te swoje rzeczy...
— O, proszę się o to nie troszczyć... Pan Wachicki co do nich już wydał dyspozycje. Przypuszczam, że mecenasowa Powścinowska nie odmówi mu uprzejmości i tym się zaopiekuje. Wynajmnie sobie kogoś do pomocy; chociażby swoją własną służącą... No i przecież tam wciąż jeszcze mieszka ta... kucharka. A właśnie! — Mecenas spauzował. Zauważył, że w szczelinkach oczu komisarza coś zaskrzyło się. — A właśnie — ciągnął dalej, unikając jakichkolwiek nacisków — czy przesłuchiwania lub też zeznania kucharki policję... zadowoliły
—Nas trudno zadowolić, panie mecenasie.
Ciemnoceglasta pocętkowana. ospą twarz komisarza jakby sprężyła się. Grossenberg z pewną przykrością stwierdził, że teraz wyrażała ona pewną antypatię, wręcz personalną — którą najwidoczniej w komisarzu wzbudzał swą osobą. Policjant zresztą zaraz zaczął dłonią coś strzepywać ze swego, granatowego ramienia. Tak, jak gdyby zauważył był na nim jakiś puszek. Ale żadnego puszka nie było, rękaw nie był nawet zakurzony. Coś chce z siebie zrzucić, czegoś się pozbyć, może mej obecności pomyślał, Grossenberg, bo w ten sposób ten gest zrozumiał.“(5)
firma budowalna mimremont |Perfumy estee lauder |systemy wymiany liników